W

Niewidzialna wystawa

JAKIŚ CZAS TEMU BYŁEM Z RODZICAMI I Z MOIM BRATEM MIKOŁAJEM NA NIEWIDZIALNEJ WYSTAWIE W WARSZAWIE.

Zorganizowana ona była w taki sposób, że człowiek widzący mógł przez godzinę poczuć się jak niewidomy. Na wystawie były dwie części. Część widzialna i niewidzialna.

Część widzialna polegała na tym, że niewidomy Przewodnik pokazywał ludziom widzącym, czyli miedzy innymi nam, przedmioty codziennego użytku, o których nie miałem pojęcia, a którymi posługują się osoby, u których nie działa zmysł wzroku. Były to na przykład: mówiący kalkulator, mówiący ciśnieniomierz i urządzenie, które pika gdy wyczuwa wilgoć (nakłada się je na kubek lub szklankę, gdy chce się do niej coś nalać, a urządzenie pikając oznajmia kiedy należy przestać nalewać, żeby uniknąć rozlania płynu), maszyna do pisania dla niewidomych i mnóstwo innych przedmiotów i urządzeń, które ułatwiają życie u funkcjonowanie osobom niewidzącym. Był tam też dwuosobowy rower, na którym na tylnym siodełku może jechać osoba niewidoma, a na przednim osoba widząca. Widziałem tam też niezwykły globus, pokryty specjalną wypukłą powłoką w miejscach gdzie były kraje i kontynenty. Na ścianach za to wisiały tablice z alfabetem Braille’a i mogliśmy się nauczyć jak zapisywać słowa w tym alfabecie, a na koniec zagrać w warcaby na specjalnej planszy dla niewidomych.

W części niewidzialnej niewidomy Przewodnik przez około godzinę oprowadzał nas w całkowitej ciemności (nie było widać absolutnie nic!). Przechodziliśmy przez sześć pomieszczeń: małe mieszkanie, ulicę, chatkę leśniczego, las, galerię sztuki i bar. Czuliśmy się w nich naprawdę jak osoby niewidome. Mogliśmy tam liczy tylko na własny słuch i dotyk! Posuwaliśmy wzdłuż ścian i musieliśmy bardzo uważać żeby się o nic nie uderzyć, nie potknąć, nie nabić sobie guza ani nie wpaść na obcą osobę. Podążaliśmy za głosem przewodnika, który naprowadzał nas na kolejne pomieszczenia, a po drodze musieliśmy rozpoznać wiele różnych sprzętów i przedmiotów, używając wyłącznie swoich dłoni! To doświadczenie uświadomiło mi jak wiele niebezpieczeństw i utrudnień czyha na osoby, które nie widzą świata wokół siebie… Na koniec, gdy już wychodziliśmy trzeba było patrzeć dół i mrugać powiekami, bo po godzinie spędzonej w całkowitej ciemności oczy mogłyby się rozchorować, oślepione światłem dziennym.

To było bardzo ciekawe, pouczające choć trochę straszne doświadczenie. Jeśli będziecie mieć okazję aby „zobaczyć” niewidzialną wystawę naprawdę ją polecam!

Filip Szcześniewski

W

Niewidzialna wystawa

JAKIŚ CZAS TEMU BYŁEM Z RODZICAMI I Z MOIM BRATEM MIKOŁAJEM NA NIEWIDZIALNEJ WYSTAWIE W WARSZAWIE.

Zorganizowana ona była w taki sposób, że człowiek widzący mógł przez godzinę poczuć się jak niewidomy. Na wystawie były dwie części. Część widzialna i niewidzialna.

Część widzialna polegała na tym, że niewidomy Przewodnik pokazywał ludziom widzącym, czyli miedzy innymi nam, przedmioty codziennego użytku, o których nie miałem pojęcia, a którymi posługują się osoby, u których nie działa zmysł wzroku. Były to na przykład: mówiący kalkulator, mówiący ciśnieniomierz i urządzenie, które pika gdy wyczuwa wilgoć (nakłada się je na kubek lub szklankę, gdy chce się do niej coś nalać, a urządzenie pikając oznajmia kiedy należy przestać nalewać, żeby uniknąć rozlania płynu), maszyna do pisania dla niewidomych i mnóstwo innych przedmiotów i urządzeń, które ułatwiają życie u funkcjonowanie osobom niewidzącym. Był tam też dwuosobowy rower, na którym na tylnym siodełku może jechać osoba niewidoma, a na przednim osoba widząca. Widziałem tam też niezwykły globus, pokryty specjalną wypukłą powłoką w miejscach gdzie były kraje i kontynenty. Na ścianach za to wisiały tablice z alfabetem Braille’a i mogliśmy się nauczyć jak zapisywać słowa w tym alfabecie, a na koniec zagrać w warcaby na specjalnej planszy dla niewidomych.

W części niewidzialnej niewidomy Przewodnik przez około godzinę oprowadzał nas w całkowitej ciemności (nie było widać absolutnie nic!). Przechodziliśmy przez sześć pomieszczeń: małe mieszkanie, ulicę, chatkę leśniczego, las, galerię sztuki i bar. Czuliśmy się w nich naprawdę jak osoby niewidome. Mogliśmy tam liczy tylko na własny słuch i dotyk! Posuwaliśmy wzdłuż ścian i musieliśmy bardzo uważać żeby się o nic nie uderzyć, nie potknąć, nie nabić sobie guza ani nie wpaść na obcą osobę. Podążaliśmy za głosem przewodnika, który naprowadzał nas na kolejne pomieszczenia, a po drodze musieliśmy rozpoznać wiele różnych sprzętów i przedmiotów, używając wyłącznie swoich dłoni! To doświadczenie uświadomiło mi jak wiele niebezpieczeństw i utrudnień czyha na osoby, które nie widzą świata wokół siebie… Na koniec, gdy już wychodziliśmy trzeba było patrzeć dół i mrugać powiekami, bo po godzinie spędzonej w całkowitej ciemności oczy mogłyby się rozchorować, oślepione światłem dziennym.

To było bardzo ciekawe, pouczające choć trochę straszne doświadczenie. Jeśli będziecie mieć okazję aby „zobaczyć” niewidzialną wystawę naprawdę ją polecam!

Filip Szcześniewski